„(Nie)zwykli paczkowianie”: Kobiety, które rzuciły wyzwanie rakowi

21
1367
Dorota Caputa i Mariola Surma, założycielki grupy Fuck Rak

Nowotwór – dla wielu taka diagnoza oznacza koniec świata. W kolejnym artykule z cyklu „(Nie)zwykli paczkowianie” rozmawiamy z Dorotą Caputą i Mariolą Surmą – dwiema silnymi kobietami, które postanowiły nie poddawać się rakowi.

Niektórzy opuścili rodzinne strony i znamy ich tylko z dzieciństwa. Innych mijamy na co dzień nie wiedząc kim tak naprawdę są. Łączą ich dwie rzeczy: pochodzą z Paczkowa lub są z nim związani i z zamiłowaniem realizują swoje pasje lub mają do opowiedzenia ciekawą historię.

W cyklu „(Nie)zwykli paczkowianie” będziemy chcieli przybliżyć te osoby. Pokazać, że nasza gmina to nie tylko wspaniałe zabytki i ciekawa historia, ale też niezwykle interesujący ludzie. 

W drugim artykule z cyklu nie napiszemy o osobie, która osiągnęła spektakularny sukces zawodowy, czy realizuje jakąś niezwykłą pasję. Napiszemy za to o dwóch paniach, które osiągnęły coś jeszcze wspanialszego – nie poddały się.

Pani Dorota Caputa z Paczkowa i Mariola Surma z Ujeźdźca są chore na raka. Podczas, gdy wiele osób ze zdiagnozowanym nowotworem załamuje się i odcina od świata, one postanowiły wbrew wszystkiemu żyć pełnią życia, udowodnić, że rak nie musi oznaczać wyroku i pokazać innym chorym, że pozytywne nastawienie to podstawa. Po kilku wspólnych herbatkach Panie wpadły na pomysł, by luźne spotkania zamienić w regularne, otwarte zarówno dla chorych jak i zdrowych, a kolejne etapy zmagania z chorobą opisywać w Internecie. Tak powstała grupa „Fuck Rak”.

Paczkow24.pl: Przechodzenie przez nowotwór musi być niezwykle trudnym i intymnym przeżyciem. Jak znalazły Panie siłę, żeby doświadczeniami z tej choroby dzielić się z innymi? Jak zrodził się pomysł na założenie grupy?

Dorota Caputa: Każda choroba jest trudna. Utarła się teza, że rak to wyrok. Zanim ten problem mnie nie dotyczył, też tak myślałam. Gdy ochłonęłam, po usłyszeniu diagnozy, zaczęłam wnikliwie szukać informacji i ratunku. Tak, ratunku. Bo postanowiłam, że będę walczyć. Nie było to łatwe, ale obok mnie stanęli przyjaciele i rodzina. Wróciła energia i chęć do życia. Gdzieś tą energię chciałam spożytkować. A że jestem „społecznikiem z urodzenia” zaświtał w mojej głowie pomysł na założenie stowarzyszenia. Przeraziły mnie jednak biurokratyczne „zaułki” i zdecydowałam, że zacznę od najważniejszego – od ludzi. Wtedy na mojej drodze stanęła Mariola, co ciekawe moja była uczennica. Odnowiłyśmy znajomość i tak się zaczęło.

Mariola Surma: Jak Pan dobrze stwierdził przechodzenie przez nowotwór jest bardzo ciężkim doświadczeniem. Widać wówczas jak mały, zwykły człowiek może okazać się silny, jak wielką wolę ma do życia. Moim napędem, siłą i motorem do walki jest moja 14-letnia córka Kinga. To przede wszystkim dla niej chcę być zdrowa. Pomysł na powstanie grupy FUCK RAK był spontaniczny, po jednym ze spotkań z Dorotą wpadłyśmy na pomysł: zakładamy grupę, niech ludzie wiedzą, a nie domyślają się czy one są rzeczywiście chore, czy też nie. Wiemy, że wśród naszych znajomych są osoby, które schowały się same z chorobą w czterech ścianach. Grupa jest dla nich. Może poczytają, może skubną troszkę naszej wiedzy i przeżyją.

[pullquote align=”full” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Wiemy, że wśród naszych znajomych są osoby, które schowały się same z chorobą w czterech ścianach. Grupa jest dla nich. Może poczytają, może skubną troszkę naszej wiedzy i przeżyją.[/pullquote]

Mówią Panie, że rak to nie wyrok. Z pewnością jednak moment zdiagnozowania choroby musiał być bardzo ciężki. Jak zaczęła się choroba? Jak zareagowały Panie na diagnozę, że to nowotwór?

Dorota Caputa: To trudny moment. Tym bardziej, że to podstępna choroba i długo nie daje objawów. A jak było ze mną? Wesoła, rumiana, pracująca matka i żona. Nic mnie nie boli, odżywiam się w miarę zdrowo, nie palę, nie pije. Jest luty, wesele w rodzinie, za dużo zjadłam, przetańczyłam całą noc i dopadł mnie nagły ból wątroby. Wizyta w przychodni, następnie badanie USG i niepokojąca mina lekarza. Dalej tylko pytania, odpowiedzi i przerażenie. Lekarz ostrzegł mnie przed najgorszym. Istniało ryzyko, duże prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu. Nie dopuszczam do siebie tej myśli, chociaż gdzieś tam podświadomie czułam zbliżający się wyrok. Założona karta onkologiczna zadziałała sprawnie. Za trzy dni tomografia, po tygodniu kolonoskopia i wszystko stało się jasne – rak jelita grubego z przerzutami  do wątroby.  Nie mogłam w to wszystko uwierzyć, jednak nie było wątpliwości.  Pierwsza myśl – ile czasu mi zostało? Co się stanie z moimi bliskimi? Nie myślałam wtedy o sobie. Nastał okres załamania.  Przez dwa tygodnie płakałam i nie dopuszczałam do siebie nikogo. To był mój czas, czas na pogodzenie się z losem, na refleksje i poukładanie myśli. Potem chaotycznie, po omacku zaczęłam szukać wiadomości: o chorobie, leczeniu, rokowaniach. Po kilku artykułach z przerażeniem zamknęłam laptopa. Przeczytałam, że rak jelita grubego z przerzutami jest nieuleczalny i śmiertelny. Na szczęście wtedy przyszli przyjaciele i rodzina. Dzięki nim powoli wracałam do świata. Operacja, a po niej pełna mobilizacja. Całkowita zmiana trybu życia, nowa dieta, pozytywne nastawienie, zaakceptowanie rzeczywistości i współpraca z zaufanym lekarzem. To podstawa![pullquote align=”right” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Pierwsza myśl – ile czasu mi zostało? Co się stanie z moimi bliskimi? Nie myślałam wtedy o sobie.[/pullquote]

Mariola Surma: Diagnoza – RAK. To było uderzenie obuchem w głowę. Niedowierzanie. Przecież ja mam dopiero 34 lata! Miliony myśli, pytań: co dalej? Dlaczego ja? Za co? Mój nowotwór to zbieg okoliczności. Może byłam w złym miejscu o złej porze? Nie wiem. Mój rak – wynik upadku na pierś. Badanie i wynik – rak złośliwy. Reakcja to zatrzymanie tego w sobie przez miesiąc. W tym czasie załatwiałam pilne notarialne sprawy. Takie ważne, o których wcześniej myślałam, że mam jeszcze czas. Następnie powiadomienie bliskich. I właśnie córce najciężej było to powiedzieć.

Fuck Rak – nazwa Waszej grupy jest bardzo zadziorna, żeby nie powiedzieć kontrowersyjna, ale pokazuje chyba Wasze nastawienie do choroby?                                                          

Mariola Surma: Nazwa to moja radosna twórczość. Tak, jest zadziorna, bo taki mam charakter. Każdy chyba wie, co znaczy słowo „fuck” i to jest moje nastawienie do choroby. Delikatnie mówiąc chciałabym, aby rak już mnie opuścił.

Dorota Caputa: Dokładnie, nazwa to pomysł naszej Marioli. Bardzo spontaniczny wybór. Nigdy nie pytałam dlaczego właśnie Fuck Rak, wiedziałam natomiast, że to dokładnie oddaje jej charakter. Ja nie miałam nic przeciwko, a wręcz spodobało mi się!  Za długo zwlekałyśmy z realizacją pomysłu. Nasza wspólna przyjaciółka zmotywowała nas do działania i Mariola utworzyła grupę na Facebooku. Tak wszystko się zaczęło.

Jak długo walczą Panie z rakiem? Jak Waszą chorobę znoszą najbliżsi?

Mariola Surma: W tym roku, w październiku minęły dwa lata mojej walki z nowotworem. Wsparciem dla mnie są siostry, ciotki, kuzynostwo oraz Kinga – moje największe wsparcie. Choroba pokazała mi też, że na męża nie mam co liczyć.

Dorota Caputa: Ja walczę od lutego. Chociaż po pełnej diagnostyce lekarz stwierdził, że raka mam co najmniej od 4-5 lat. No cóż, siedział sobie cichutko. Rodzina jest dla mnie ogromnym wsparciem. Mam kochanego męża i wspaniałe dzieci. Nie mogę powiedzieć, że łatwo to znoszą. W naszym domu otwarcie rozmawia się o chorobie, często razem płaczemy, jak i żartujemy sobie z „raka”. Tak, potrafimy się z tego śmiać, do całej sytuacji nabraliśmy ogromnego dystansu. Chyba w tym wszystkim najdzielniejszy jest mój 13-letni syn. Dzięki temu szybko wydoroślał. Muszę przyznać, że miewam trudne dni. Wybucham jak wulkan. Często ze strachu, niepewności i bezsilności. Zdarza się, że złość wyładowuje właśnie na domownikach, po czym ich grzecznie przepraszam. Są tolerancyjni, ale w pewnych granicach.

Podkreślają Panie, że chcą oswoić raka, że da się z nim żyć, że w bardzo wielu przypadkach choroba jest wyleczalna i że najważniejsze to zachować optymizm. Pewnie łatwiej powiedzieć, niż zrealizować w praktyce. Czy przez ten czas chorowania były momenty załamania? Jak  sobie Panie z nim radziły?

Dorota Caputa: Dla mnie pogodzenie się z chorobą było punktem zwrotnym. Raka trzeba oswoić i w wielu przypadkach nauczyć się z nim żyć. Jak wspomniałam wcześniej, momenty załamania miewam wręcz regularnie. Co dwa tygodnie jeżdżę do Wrocławia na chemioterapie i to właśnie te pobyty bardzo mnie stresują. To piękny, nowy szpital i wspaniały personel, ale wciąż przypomina mi o chorobie, dlatego wręcz nienawidzę tam jeździć. Najgorsze są jednak badania kontrolne i oczekiwanie na wynik. To straszne uczucie. Poza tym miewam lepsze i gorsze dni, jak każdy z nas. Chemioterapia jest pod pewnym względem jak pasożyt: wyniszcza, wysysa siły witalne, ale i wspomaga leczenie. Przez to muszę czasem zgłosić chwilowe „nieprzygotowanie do życia”, w samotności wypłakać się, wybuchnąć i oczyścić. Ale mam swoich aniołów. Rodzina i przyjaciele nie pozwalają mi na trudne chwile.

Mariola Surma: Oswoić raka w moim przypadku oznacza tyle, że przyzwyczaiłam jego do siebie, a nie siebie do raka. Oswajałam go przestając jeść słodycze, zmieniając całkowicie dietę, a przede wszystkim pokazałam mu, że jestem silnym przeciwnikiem. Nie załamuję się choć był taki czas, ale wtedy rak przejmuje nad nami kontrolę, więc nie daję mu się. Jestem pozytywnie nastawiona do życia i to go osłabia. W chwilach kiedy mam małe dołki wsiadam w auto, jadę z córką  gdziekolwiek lub idziemy do rodziny. Tam może i popłaczę, ale zaraz biorę się do kupy, bo jak nie ja to kto?

[pullquote align=”left” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Pamiętajmy tylko o jednej bardzo ważnej rzeczy – choroba to nie kara i nie wstyd.[/pullquote]

Na stronie grupy nie tylko wspierają się Panie nawzajem, ale też dzielą się wiedzą i doświadczeniem „w chorowaniu” z innymi osobami. Jakie było założenie powstania grupy? Miał to być rodzaj terapii własnej, czy pozytywny sygnał skierowany do innych ludzi, których również dotknęła choroba?

Dorota Caputa: Jedno i drugie. Każdy chory podchodzi inaczej do choroby. Bardzo bałam się zamknięcia i izolacji. Doświadczyłam tego na początku choroby i nie była to dobra droga. Czułam, że muszę o raku rozmawiać. To jest dla mnie rodzaj terapii, poza tym zaczęłam szukać wiadomości o alternatywnych sposobach leczenia, pytałam, dzwoniłam. Pomagało mi to. Pomyślałam żeby się tą wiedzą podzielić z innymi. Ta „skarbnica” to ogromny majątek i wsparcie. Nie opieram się tylko na leczeniu farmakologicznym. Dla mnie podstawą jest dieta i pozytywne myślenie. Ta grupa to wspaniali ludzie. Ubolewam jedynie nad tym, że tak niewielu chorych daje się wyciągnąć z domu. Moim zdaniem osamotnienie w przeżywaniu choroby wpływa bardzo negatywnie na nasze samopoczucie, nastawienie, a co za tym idzie proces leczenia. Niemniej jednak każdy ma prawo chorować tak jak chce. Pamiętajmy tylko o jednej bardzo ważnej rzeczy – choroba to nie kara i nie wstyd.

Mariola Surma: Na stronie grupy FUCK RAK można znaleźć nasze wpisy, nasze obawy, odczucia. Można przeczytać jak po chemii się czujemy i nie tylko to. Są tam i diety i różnego rodzaju zdjęcia, obrazki. Piszemy o wszystkim i o niczym. Mamy nadzieję, że osoby z nowotworem też to czytają i choć troszkę im to pomaga.

No właśnie, postanowiły Panie dzielić się wiedzą, ale też zarażać innych pozytywną energią. Czy to pozytywne podejście pomaga? W jaki sposób chcecie je zaszczepiać innym?

Mariola Surma: Pozytywne podejście to podstawa. Nie można zaszyć się w domu, nie można położyć się i czekać na śmierć. Trzeba wstać, wyjść z domu, zrobić coś dla siebie. Coś, na co wcześniej czasu nie było. Chcemy naszymi uśmiechami, żartami i spotkaniami zarażać ludzi pozytywnym nastawieniem.

Dorota Caputa: Tak, pozytywne podejście pomaga. Przede wszystkim mi pomaga. Dla siebie, ja teraz jestem najważniejsza. To brzmi egoistycznie, ale tak trzeba do chorowania podchodzić. Nauczyłam się mówić „nie”, ale też nauczyłam się uśmiechać do przechodniów na ulicy. Odbudowałam zaniedbane relacje rodzinne, znalazłam wokół siebie wspaniałych ludzi, którzy chcą ze mną „chorować”. Uczestniczyć w moich trudnych i radosnych momentach. Ja oddaje im to samo. Umożliwia nam to właśnie powstała grupa. Dzięki niej pomagamy sobie nawzajem. Czy to nie piękne, nie napawa optymizmem? Będzie dobrze, nie ma innej opcji.

Mariola Surma i Dorota Caputa - kobiety, które walczą z rakiem pozytywną energią
Mariola Surma i Dorota Caputa – kobiety, które walczą z rakiem pozytywną energią

Kiedy się na Panie patrzy, z Waszych twarzy nie znika uśmiech. Są Panie pełne energii. Jednak podobno niektórym na początku to przeszkadzało i pojawiły się głosy, że niepotrzebnie się uzewnętrzniacie itp. Musiało zaboleć? Ich zdaniem powinny Panie przybrać pozę męczennika i nie mówić o swoich problemach?

Mariola Surma: I na to pytanie czekałam. Głos oburzenia nadszedł ze strony, której najmniej się spodziewałam. W stronę tego, co wraz z Dorotą robimy skierowany był w zasadzie tylko jeden niepozytywny komentarz. Że „po co się uzewnętrzniamy”, czy „na litość liczymy”. Więc zabolało, bo nikt tam na litość nie liczy i nie robimy tego dla zysku jak to też wynikało z komentarza. Gdyby głosów potępienia tego, co robimy było więcej, może i grupa przestałaby istnieć, bo po co komu grupa bez członków? Ostatecznie, osoba która nas skrytykowała opuściła jednak grupę po uprzejmej konwersacji ze mną na tematy tolerancji. Ja jestem tolerancyjna i nie osądzam tej osoby. A męczennicami nigdy z Dorotą nie będziemy.

Dorota Caputa: Tak jak powiedziała Mariola: zabolało. Ale taki jest ten świat. Jednym się podoba kolor zielony, a drugim czerwony. Nie warto się tym przejmować. Fakt, to moja choroba, mój problem, mój sposób na życie i walkę. Nie każdy musi to akceptować, ale powinno się to uszanować. To jest kwestia tolerancji i empatii. Grupa jest otwarta i każdy może do niej dołączyć, jak i ją opuścić, nie patrzeć na nasze piękne uśmiechy.

[pullquote align=”left” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Zapraszamy wszystkich: nie bójcie się, rakiem nie można się zarazić, ale naszą pozytywną energią już tak.[/pullquote]

O ile wpisy na stronie grupy dotyczą w dużej mierze profilaktyki raka i samej choroby, o tyle można z nich wywnioskować, że na spotkaniach choroba nie jest głównym tematem. Jak wyglądają Wasze spotkania?

Mariola Surma: Nasze cosobotnie spotkania odbywają się w uroczej „Czarnej Kawce”. Tam pijamy herbatki różnorakie, tam siedzimy i opowiadamy o chorobie, o naszych pochemicznych napadach, o tym, że słów nam brakuje, o tym jak łyse wyglądać będziemy i o życiu rozmawiamy: o rodzinach, planach. Nie, zdecydowanie nie są to tylko rozmowy o chorobie.

Dorota Caputa: Bardzo lubię nazywać nasze spotkania „zlotem czarownic”. Są pełne radości, spontanicznych salw śmiechu, jak i poważnych rozmów. Przyznam, że nie przychodzi zbyt wielu ludzi, ale za każdym razem serdecznie witamy tych, którzy chcą dołączyć do spotkania. Zapraszamy wszystkich: nie bójcie się, rakiem nie można się zarazić, ale naszą pozytywną energią już tak.

[pullquote align=”right” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Dostrzegłam jak ważne są chwile, nasze małe, proste przyjemności, które dają radość. (…) Znów zaczęłam marzyć.[/pullquote]

Wiele osób z nowotworem twierdzi, że choroba zmieniła ich sposób patrzenia na świat, że zmuszone zrezygnować z bezsensownego pędu w końcu zaczęły dostrzegać rzeczy naprawdę istotne. Tak było również w Waszym przypadku? W jaki sposób choroba zmieniła podejście Pań do Życia?

Dorota Caputa: Zmieniła znacząco. Zmieniły się priorytety. Mimo częstych wyjazdów związanych z leczeniem, mam czas na rzeczy, na które nie miałam wcześniej. Dostrzegłam jak ważne są chwile, nasze małe, proste przyjemności, które dają radość. Lubię wieczory z książką na kolanach, spacery przy zachodzącym słońcu lub po prostu usiąść w kawiarni i patrzeć na wystawione tam piękne zdjęcia. Znów zaczęłam marzyć. Nauczyłam się prosić o pomoc i nie wstydzę jej się przyjmować. W pełni korzystam z danego mi czasu, który zazwyczaj dzielę z rodziną i przyjaciółmi. Robię, to co lubię.

Mariola Surma: Zgadza się. Nowotwór ma to do siebie, że zmienia punkt widzenia na życie. Dawniej to ja byłam dla domu, teraz dom jest dla mnie. Nie zabijam się żeby był błysk i glanc – nie zarastam też kurzem, lecz robię coś dla siebie. Był skok na bungee, był tatuaż – bo chciałam. Spełniam swoje malutkie marzenia. Więcej czasu spędzam z Kingą i z rodziną, bo jak nie dziś, to kiedy? Sprawy takie, które przed chorobą były na już, podczas choroby są w sumie mało ważne. Teraz jest czas dla mnie i Kingi. Teraz znajduję czas, by pójść na różnorakie spotkania. Dawniej tego czasu nie było. Śmieszne, ale prawdziwe – czas to pojęcie względne.

[pullquote align=”full” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Był skok na bungee, był tatuaż – bo chciałam. Spełniam swoje malutkie marzenia. Więcej czasu spędzam z Kingą i z rodziną, bo jak nie dziś, to kiedy? Sprawy takie, które przed chorobą były na już, podczas choroby są w sumie mało ważne.[/pullquote]

Jerzy Stuhr, który również zmagał się z nowotworem, w jednym z wywiadów powiedział, że choroba przywróciła mu wolność: że w końcu przestał robić to co musiał, a zaczął robić to co chciał. Coś w tym jest?

Dorota Caputa: Oczywiście. Zaczęłam doceniać każdy swój dzień. Uwolniłam się od bezsensownych obowiązków, od toksycznych ludzi, związków i stresujących sytuacji. Co prawa, nie da się wyeliminować wszystkich problemów. Zmagamy się z codziennym życiem, ale robię wszystko zupełnie inaczej niż dawniej – wolniej, spokojniej i rozsądniej. Szkoda tylko, że musi dotknąć nas choroba, żeby docenić to, co się ma, czyli zdrowie. Przestałam planować, kalkulować. Żyję dzisiaj, tu i teraz. Wolna jak nigdy wcześniej.

Mariola Surma: Jerzy Stuhr ma w 100 % rację. Czas jest teraz dla mnie. Czas zadbać o siebie, nie oglądać się na rzeczy, czy osoby, które nas niszczą. Nowotwór zmienia punkt widzenia. Po co mam się wadzić z wrogiem jak mogę przejść obok i z uśmiechem na twarzy stwierdzić: szkoda nerwów, bo nam nowotworowcom nie wolno się denerwować.

[pullquote align=”full” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Szkoda tylko, że musi dotknąć nas choroba, żeby docenić to, co się ma, czyli zdrowie. Przestałam planować, kalkulować. Żyję dzisiaj, tu i teraz. Wolna jak nigdy wcześniej.[/pullquote]

Na stronie grupy sporo miejsca poświęca się profilaktyce. Czy uważają Panie, że profilaktyka odgrywa kluczową rolę w zapobieganiu nowotworom? Czy możemy zrobić coś, by zmniejszyć ryzyko zachorowania?

Mariola Surma: Profilaktyka to podstawa. Na stronie grupy są porady i diety. Są to diety rakowe, ale i antyrakowe. Główna zasada: zero cukru. Rak żywi się cukrem. No, raz na jakiś czas kawałeczek ciasta nie zaszkodzi. Haha! Żyjmy, ale żywmy się racjonalnie: warzywa, owoce, soki z buraków, marchwi, mięso grillowane lecz w folii lub parowane. Eliminujmy rakotwórcze produkty z naszych  posiłków, a ryzyko  zachorowania na nowotwór spadnie.

Dorota Caputa: Tak jak powiedziała koleżanka: profilaktyka to podstawa. Korzystajmy z wielu dostępnych programów profilaktycznych, reagujmy na każde nieprawidłowości w naszym organizmie. Nie wstydźcie się pójść do lekarza. Wyprosi drzwiami, wejdźcie oknem. Upominajcie się o podstawowe kontrolne badania przynajmniej raz w roku. Tu chodzi o Wasze zdrowie, a często i życie. Odżywiajmy się zdrowo ograniczając produkty pochodzenia zwierzęcego na korzyść warzyw i owoców. Ruszajmy się  na tyle, na ile pozwala nam zdrowie i kondycja. Nikt tak nie zadba o nasze zdrowie, jak my sami. Bądźmy za siebie odpowiedzialni.

Co chciałyby Panie przekazać innym ludziom, u których zdiagnozowano nowotwór?

Dorota Caputa: Walczymy, walczymy i się nie poddajemy. Wiem, to strasznie trudne, zwłaszcza gdy widzi się, ilu ludzi tą walkę przegrywa. Ale każdy z nas jest inny i wyjątkowy. Nie zamykajcie się w domach, otwórzcie się na ludzi, na świat. Realizujcie swoje marzenia i pragnienia. Nie pozwólcie żeby choroba zawładnęła całym waszym życiem. Pachniemy rakiem. Tak, rak ma swój zapach. Ale to nie my chorujemy na raka, to rak choruje na nas. FUCK RAK!

Mariola Surma: Chcę przekazać wszystkim chorym osobom że rak to nie wyrok. Wiem, są chwile zwątpienia, szczególnie po chemii, kiedy organizm różnie reaguje. Nieraz do łóżka nas przykleja na dwa, trzy dni, bo nie możemy się podnieść. Mamy nudności i wiele innych pochemicznych objawów, ale podnośmy zadki i dajmy radę! Nie załamujmy się, rozmawiajmy i FUCK RAK!!!

Dziękujemy za rozmowę i życzymy wszystkiego dobrego, a przede wszystkim szybkiego powrotu do zdrowia.

To my dziękujemy za zainteresowanie grupą. Nie jesteśmy niezwykłe, ani wyjątkowe. Jesteśmy pozytywnie „zakręcone”.

21 KOMENTARZE

  1. Wspaniałe jest to, że macie tyle siły, odwagi i optymizmu. Nie każdy tak potrafi, być otwartą i wykrzyczeć z całej siły, że ma raka i nie podda się. Byłoby rzeczywiście super gdyby więcej osób wyszło ze swoich domowych cel i powiedziało mam raka i walczę, walczę razem z Wami.
    Odważne z Was babeczki. Działajcie dalej i FUCK RAK

  2. z takich ludzi trzeba brać przykład !! zarazić się od nich tym uśmiechem to przyjemność !!!!!Trzymamy za was kciuki bo wy waszym optymizmem zarażacie
    oby tak dalej!

  3. Jestem wzruszona, mam dreszcze, śmiać się chce z nazwy grupy – bardzo wymowna.Kochane Panie – Dorotko, Mariolo – KTO JAK NIE WY. Jesteście wspaniałe, cudowne, wielkie.”Innej opcji nie ma”- zdrowia życzę.

  4. wspaniałe kobietki jestescie, zgadzam sie z wami w 100%, trzeba o tym rozmawiac na bardzo szwerokim forum, bo w ludziach istnieje cos takiego jak usłyszy z ze ktoś jest chory na raka, to po prostu unikaja go bojac sie że sie zaraża , to tak dziala jak byśmy byly chore na dzumę i jest ona zarażliwa, ale przecież mamy XXI wiek, wiele jest ludzi którzy po prostu nie chca o tym zupelnie rozmawiac i slyszeć, a przeciez to jest już choroba XXI wieku, czy chcemy czy nie to i tak bedzie coraz wiecej ludzi na nia chorować, wiec tym bardziej trzeba to nagłasniać,, ja sama przeszłam to 7 lat temu, w tej chwili jestem liderem grupy AMAZONEK , SPOTYKAMY SIE ROZMAWIAMY, NIE TYLKO OCHOROBIE ALE O RÓZNYCH SPRAWACH, /PLOTECZKI TEZ SA,i slusznie / zrzeszamy kobiety nie tylko po raku piersi ale po wszystkich przebytych chorobach onkologicznych, najgorsze chwile to sa te ktora ma nawrot choroby, przezywamy to razem z niA, niejednokrotnie nie ma ona wsparcia wsrod najbliższych, a to pzeciez jest maotywacja do walki z chorobą , pozdrawiam was dziewczęta serdecznie i życzą dożo zdrowia i siły do dalszej walki ,oby stała się ona zwyciezka.

  5. nawiązując do mojego wczesniejszego artykułu chcę powiedziec, że jestem paczkowianka, tyle tylko że już bardzo dawno wyjechalam, ale zostali tam moja siostra i brat,,,,,

      • tak , los rzucil mnie na drugi koniec Polski, ale tak to juz jest,,,kochanie kobietki trzymajcie sie na pewno dacie rade bo jak nie wy to kto????,nie warto nic planować, żyjcie dniem dzisiejszym, bo wczoraj juz nie wróci a jutro może nie nadejść, życie jest zbyt kruche i krotkie jak dziecieca koszulka, wieć organizujcie się , załużcie sobie klub, wyjezdzajcie wspolnie na turnusy rechabilitacyjne, nic nie dzieje sie bez powodu, wy dwie zostałyście wybrane zeby pomagac takim kobietom jak wy,,,na pewno dacie radę, trzymam za was kciuki,,,pozdrawiam goraco,,,

  6. TRZYMAJCIE SIĘ ZDROWO KOBIETKI ,BĄDŹCIE SILNE I DUŻO WIARY W TO CO ROBICIE,BO ZAŁAMAĆ SIĘ DZISIAJ TO NIE JEST WIELKA SZTUKA ,SZTUKĄ JEST WIARA W SIEBIE

  7. Witam przeczytałam dokładnie rozmowę Doroty i Marioli zgadzam się z Wami Skończyłam leczenie prawie rok temu z dobrym skutkiem Choroby swojej nie ukryłam wprost przeciwnie przyznałam się i co spotkało mnie wielkie rozczarowanie jak wiele osób odsunęło się ode mnie i zostałam sama byłam załamana Pozbierałam się nie obchodziło mnie nic nie narzekałam że się żle czuję szłam do przodu i dzisiaj jestem szczęśliwa robię to co lubię i dobrze się z tym czuję cały swój czas wolny poświęcam wnusi i mojemu hobby Życzę Wam wszystkim zdrowia wytrwałości siły w walce z chorobą bo warto POWODZENIA

  8. Z całego serca życzę Paniom zdrowia.Gratuluję ,,oswojenia” choroby. Jesteście bardzo dzielne.To wspaniałe, że dzielicie się swoim bolesnym doświadczeniem i pokazujecie równocześnie radość życia. Brawo! Sto lat!
    Gratuluję również autorowi wywiadu, który wręcz ,,zaraża optymizmem”. Takich bohaterów i takich postaw nam trzeba.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Wprowadź swoje imię