(Nie)zwykli paczkowianie: Paczkowianka na krańcu świata

Martyna Stepek, podróżująca paczkowianka

Mieszkała już na indonezyjskiej wyspie Bali, w Barcelonie i w Szkocji. Obecnie żyje w Australii, ale już planuje przenosiny do Nowej Zelandii. W kolejnym artykule z cyklu publikujemy tekst Martyny Stepek – podróżującej paczkowianki, która postanowiła zrealizować swoje marzenia.

Niektórzy opuścili rodzinne strony i znamy ich tylko z dzieciństwa. Innych mijamy na co dzień nie wiedząc kim tak naprawdę są. Łączą ich dwie rzeczy: pochodzą z Paczkowa lub są z nim związani i z zamiłowaniem realizują swoje pasje lub mają do opowiedzenia ciekawą historię.

W cyklu „(Nie)zwykli paczkowianie” będziemy chcieli przybliżyć te osoby. Pokazać, że nasza gmina to nie tylko wspaniałe zabytki i ciekawa historia, ale też niezwykle interesujący ludzie. 

Ma zaledwie 25 lat, a mieszkała już na wyspie Bali w Indonezji, w Barcelonie, Szkocji, a teraz od pół roku żyje w Melbourne w Australii. Właśnie dostała roczną wizę do Nowej Zelandii i już planuje następną przeprowadzkę. W kolejnym artykule z cyklu (Nie)zwykli paczkowianie przedstawiamy sylwetkę Martyny Stepek, dziewczyny, która nie potrafi i nie chce zagrzać miejsca na dłużej. „Podróżująca paczkowianka”, jak sama o sobie mówi, specjalnie dla Państwa opowiada o swoim niezwykłym życiu na drugim krańcu globu i o możliwościach jakie daje współczesny świat.

[ads1]

Martyna Stepek

Jestem Paczkowianką. Tutaj się urodziłam i mieszkałam do skończenia liceum. Tutaj jest mój  rodzinny dom. Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam historię o marzeniach, podróżach i o tym, że Paczków to piękne miejsce, aby zacząć własną niezwykłą historię.

[pullquote align=”left” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Oriana Fallaci, Ryszard Kapuściński, Joanna Bator wytyczają drogi.[/pullquote]

Wszystko zaczyna się od książek, których pełen jest mój rodzinny dom. Czytam o miejscach i ludziach, patrzę w ich stronę trochę jak przez dziurkę od klucza. Wielkie drewniane drzwi pozostają jeszcze zamknięte, ale to co widzę, jest tak interesujące, że bardzo chcę się znaleźć po drugiej stronie. Na studiach zaczynam marzyć o Rzymie. To musi być coś, myślę sobie. Jaki zapach ma to miasto? Muszę sprawdzić. Zasuwam w pubie po nocach, szukam najtańszych połączeń lotniczych i opcji na kilka dni noclegu. Siedzę w samolocie. Antyczne miasto pachnie mieszanką słońca, kawy i pięknych perfum. Miasto doskonałe i nieskończone. Chcę tam wracać już zawsze. Ile jeszcze jest takich miejsc na świecie? – myślę. Zatapiam się w kolejnych książkach, czytam w poczekalniach, tramwajach, znam wszystkie lokalne biblioteki (Biblioteka Publiczna w Paczkowie ma naprawdę niezłe zbiory). Oriana Fallaci, Ryszard Kapuściński, Joanna Bator wytyczają drogi.

Znajduję informację o stypendium w Azji. Aplikuję. Dużo dokumentów do wypełnienia i dwie rozmowy kwalfikacyjne w Ambasadzie Indonezji w Warszawie. Miejsce jest tylko jedno, a konkurencja z całej Polski duża, do tego odpowiedź nie pojawia się na tyle długo, że raczej nie robię sobie złudzeń. W słoneczny marcowy poranek dostaję telefon, że dostałam stypendium. Udało się, za 2 tygodnie jest wylot. Mam dwadzieścia lat i jako jedyna Polka dostaję kilkumiesięczne stypendium w Indonezji ufundowane w całości przez Indonezję. Prędkość startującego samolotu wciska mnie w siedzenie, choć mam wrażenie, że to ciężar mojego lęku przed nieznanym. Na lotnisku w Warszawie zostaje wszystko, co swojskie i bezpieczne. Ląduję w nocy w Dżakarcie i wiem, że muszę pilnować nie tylko bagażu i paszportu, ale przede wszystkim siebie. Zamieszkuję na wyspie Bali. Tam życie zwalnia. Niemożliwy do opisania spokój unosi się nad wyspą, duchowość lokalnych mieszkańców niespiesznie wyznacza porządek dni. Rano budzą mnie koguty i śmiech bawiących się w domu obok dzieci, popołudniami wzburzony ocean jest najpiękniejszym spektaklem świata, na który nie muszę mieć nawet biletu.

[pullquote align=”full” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Prędkość startującego samolotu wciska mnie w siedzenie, choć mam wrażenie, że to ciężar mojego lęku przed nieznanym.[/pullquote]

Wracam z Indonezji i jadę na semestr studiów w Szkocji. Ciągła zmiana staje się poniekąd moją stałą. Po zimnym Aberdeen czas na otuloną słońcem Hiszpanię. Znajduję firmę, która przyjmuje mnie na staż w Barcelonie. Mieszkam obok katedry Sagrada Familia i chodzę godzinę na nogach do pracy. Nie używam metra, za dużo by mnie ominęło. Chłonę miasto, jego kolory i pośpiech.

Kilka miesięcy temu narodził się pomysł zamieszkania w Australii. Miała to być wyprawa na koniec świata, która będzie mentalnym i dosłownym przesunięciem horyzontów. Dzięki temu, aktualnie mieszkam i pracuję w Melbourne. Następna będzie Nowa Zelandia, dokąd właśnie dostałam roczną wizę. Duża część moich wyjazdów podczas studiów nie wymagała ode mnie ani złotówki – to stypendia i staże. Wymagały trudu, precezyjnego planu, systematycznego działania, cierpliwości i nauczenia się trudnej sztuki przekuwania porażek w lekcje i mądrość. Przydała się też uparta wiara w słuszność obranej drogi. W głowie ciągle kołaczą mi słowa Szymborskiej „Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono.”

[pullquote align=”right” cite=”” link=”” color=”#000000″ class=”” size=””]Nie czekajcie na dobre okoliczności, one nigdy nie będą lepsze niż teraz.[/pullquote]

Przekraczając kolejne granice, uczymy się o sobie wciąż czegoś nowego. Zachęcam Was do tego samego. Granice, które pokonacie dają ogromną siłę. Dają coś, co najcenniejsze – wiarę we własne możliwości. Nie dajcie sobie tego zabrać. Nie dajcie sobie niczego wmówić. Słuchajcie siebie. Tam jest też prawda i siła na spełnienie Waszych marzeń. Pamiętajcie, że świat jest dobry. Uśmiechajcie się do siebie. Kropla drąży skałę. Nie czekajcie na dobre okoliczności, one nigdy nie będą lepsze niż teraz. Macie w sobie wszystko, co Wam potrzebne, żeby dojść tam, gdzie chcecie.

Zapraszam serdecznie na moją stronę rokbezzimy.com gdzie razem z Bartkiem, moją drugą połową, piszemy o Australii, podróżach, rzucaniu sobie wyzwań i dobrym życiu.

30 KOMENTARZE

    • A Ciebie ktoś pyta o Twoje podatki, zusy itd .. co Cie to obchodzi. Dziewczyna spełnia marzenia a nie marudzi tak jak Ty. :)

      • no dokładnie… juz takie bywały… np powszechnie znana Violetta Villas…. tez sie nie musiała martwic …. po swoich wojazach dostała 1200 zapomogi od prezesa rady ministrów

    • Świetnie, może właśnie teraz po publikacji Martyny historii zdecydują się napisać coś o swoich losach. Chętnie bym przeczytała, dokąd losy zaniosły ludzi z Paczkowa.

    • Po takich wpisach wcale się nie dziwię, że ludzie milczą i nie chcą opowiadać o swoich przygodach BANDZIE ZAZDROŚNIKÓW I WIECZNIE NIE ZADOWOLONYCH.

    • Odwaga? Konsekwencja? Pasja? Upór? Realizacja marzeń? Koloryt? Chwytanie pełnymi garściami wbrew wszystkim i wszystkiemu…
      Dla jednego to niezwykłość a dla innych… niezwykłe jest tylko picie piwka w paczkowskiej bramie.

  1. Komentarze pod tym artykułem udowadniają to, że mieszkańcy Paczkowa są 2000 lat za Murzynami. Zawistne i zazdrosne prostytutki. Tu nie można mieć lepiej, tu nie można iść do przodu, bo będą Cię chcieli ukamieniować. Pozdrawiam Martynę i całą rzeszę inteligentnych Paczkowian, a zawistnym ch. w d.

      • of zbysia to prosze sie odczepic,on tam nie ma zbyt wiele do opowiedzenia,dzien jak codzien stoi w bramie I saczy jabolka,ktorego wczesniej of kogos wyzebra,albo tez obije komus gebe z kumplami do spolki zeby cos przyslowiowo zarobic,i tak dzien za dniem ucieka

  2. Ludzie przestańcie wreszcie narzekać i weźcie się za swoje życie, jeśli macie zdrowe ręce, nogi no i oczywiście głowę to zakasać rękawy i do roboty. Brawo dla naszej paczkowianki, spełniaj się dalej w tym co kochasz i co daje Ci radość życia, nie zwracaj uwagi na uszczypliwość znudzonych życiem ludzi. Znam Cię tylko z widzenia ale cieszę się z tego artykułu, miło widzieć paczkowską młodzież która sobie tak świetnie radzi w obcym świecie, a nie tylko siedzi i narzeka. Pozdrawiam, tak trzymaj

  3. dajcie spokój z tą panienką ,ktoś próbuję z tego czegoś zrobić gwiazdę ,jest wiele gwiazd i świecą jaśniej jak ta nie doszła gwiazda

  4. Mieszkam w Portugalii mieszkam w SETUBALU 200 od Afryki a 30 do Lizbony 400 do PORTO i co mam powiedziec przyjade do domu PACZKOWSKIEGO A TU ECHO to samo jak za dawnych lat roboty nie ma,przemyslu tym bardziej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Wprowadź swoje imię