„Narody, tracąc pamięć, tracą życie…”

1

Paczkowski Klub Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich zorganizował spotkanie ze Stanisławem Srokowskim, autorem zajmującym się problematyką kresową.

W sobotnie popołudnie, 13 września, gościem paczkowskiego Klubu Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich oraz Biblioteki Publicznej był Stanisław Srokowski – pochodzący z Kresów pisarz, krytyk literacki, publicysta i znany autor kresowej trylogii.

Wykład rozpoczęły refleksje o potrzebie zachowania pamięci, rozumianej jako więź ze wspólnotą, warunek dobrego życia, droga. Stanisław Srokowski przekonywał, że pamięć szuka podobieństw, tego co nas łączy. – „My Kresowianie jesteśmy trochę takim problemem. Wiemy, że były inne ziemie, powietrze, grzyby, jabłka… – rzeczywistość, która już nie istnieje. – mówił autor.

Udowadniając tezę, iż polska kultura bez Kresów nie istnieje, pisarz przytoczył ogromną ilość znanych twórców literatury, ludzi teatru i naukowców pochodzących ze wschodnich województw Rzeczpospolitej. Przypomniał także podstawową wiedzę o Kresach na przestrzeni wieków oraz scharakteryzował swoją twórczość. – Chcę, by Polacy wiedzieli, jak było naprawdę. W swoich książkach opisuję trudną prawdę: zarówno piękno, jak i dramat ludobójstwa”.

Spotkanie zamknęła dyskusja z autorem, której towarzyszyły wspomnienia kresowiaków. Wśród wielu cennych i ciekawych wspomnień nie zabrakło słów goryczy: – Wielu naszych rodaków przez lata uważało nas wschodniaków za ciemnotę. Boli mnie wspomnienie, gdy po przybyciu na ziemie zachodnie, ktoś wygnańca, który spędził 10 lat na Syberii, nazywał Ukraińcem i wołał, że trzeba sprawdzić, czy ma czarne podniebienie. Tak odnoszono się do ludzi, którzy wycierpieli tak wiele dla swojej Ojczyzny – mówiła jedna z kresowianek. Nie zabrakło też wstrząsających wspomnień o rzezi wołyńskiej, ówczesnej 10-latki, która obmywała ciała zamordowanych polskich niemowląt chowanych w zbiorowej mogile. Inna z uczestniczek spotkania mówiła:  – Siedzieliśmy ukryci w schronach jak szczury. Wioska miała 4 km i zamierzano zabić wszystkich Polaków. Syn z mieszanego małżeństwa chciał zabić swoją matkę, która była Polką, a ojciec, by ratować swoją żonę musiał zabić syna…”.

Urodzony w 1936 r. w Hnilczach, w województwie tarnopolskim, Stanisław Srokowski również przeżył tę hekatombę, w przeciwieństwie do niemałej części swojej rodziny: zabitego siekierami dziadka, poćwiartowanej ciotki, spalonego żywcem kuzyna. Jego dzieciństwo – pisze po latach – „również zostało zamordowane. (…) plątałem się między nogami dorosłych i nasłuchiwałem, coraz bardziej przerażony, słysząc opowieści o tym, jak banderowcy żywcem wrzucają ludzi do studni, jak dzieci spalają w piecach, jak przywiązują mężczyzn do drzew i ćwiczą celne uderzenia siekierą, odcinając głowy, piłami tnąc ciało, odrąbując ręce i nogi. Moja wyobraźnia napełniała się demonami zła, moje uczucia były poranione, a ja pogrążałem się w smutku i strachu. Powoli zamieniałem się z pogodnego radosnego dziecka w wystraszone zwierzę”.

Na kanwie powieści Stanisława Srokowskiego „Nienawiść” powstaje właśnie film w reżyserii Wojciecha Smażowskiego, twórcy głośnego Wesela, Domu złego, czy Róży.

1 KOMENTARZ

Dodaj komentarz